Blog o matce Polce osiedlonej na włoskiej ziemi. O jej byciu mamą niedoskonałą, która oprócz niewątpliwej i stałej roli matki, jaka została jej odgórnie przypisana w życiowym przedstawieniu, próbuje wcielać się także w inne postacie: kobiety niezależnej, żony, kumpelki, artystki niewyżytej, działaczki społecznej, kucharki, pisarki, automobilistki, konsumentki i krawcowej. I kto wie kogo jeszcze...
Blog > Komentarze do wpisu

Pan Rosół i Panna Szarlotka

Idealna niedziela powinna pachnieć rosołem i szarlotką. Te dwa zapachy nieodłącznie kojarzą mi się z niedzielnym dniem świątecznym, relaksacyjnym i domowym. A wczorajsza niedziela była wyjątkowo domatorska – nosa z domu nie wyściubiliśmy, bo padało. Lało jak z cebra! Od poranka do wieczornicy. Listopad, deszcz, mżawka. Kaloryfery przyjemnie bzyczą i energię cieplarnianą produkują. W taki dzień dobrze się w domowych pieleszach zakopać po czubki głów i siedzieć w ciepełku. „Siedzieć” to oczywiście metafora jest, bo usiedzieć się nie da. Już syny zadbają o to. A także mąż, co to do siedzenia i nic nie robienia nie przyzwyczajony. Skorzystałam więc z okazji i synków w ojcowskie ręce oddałam i sobie mężczyźni garaże z klocków pobudowali, a następnie samoloty, ciężarówki i inne męskie modele wyobraźni przestrzennej, której osobiście za grosz od Pana Boga nie uświadczyłam. No, wyobrażajcie tam sobie przestrzennie, konstruujcie ile wlezie, ja zmykam! Uff, byłam wolna. Mogłam oddać się w spokoju i w błogiej samotności przygotowaniom rosołku i szarlotki. Nikt nic ode mnie nie chciał, nie wyciągał mi mąki z szuflady, nie tłukł jajek. Ach, jak przyjemnie.
Rosołek bulgotał już wesoło na wolnym ogniu, szarlotka wylądowała w piekarniku gdy wtem...

- Zawsze opalam się na rumiano – usłyszałam damski, a wręcz z lekka „paniusiowaty” głosik, stwierdzający co powyższe.
- Na rumiano? Na raka czyli? - odpowiedział mu drugi głos, tubalny i męski.
- Nie, na kawę z mlekiem, cappuccino – odrzekła nieporuszona „paniusia”.
- A długo będziesz się tam opalać? Bo ja już kończę moją saunę – poinformował z lekka zniecierpliwiony męski baryton.
Zaraz, zaraz, co za głosy? Uszczypnęłam się w przedramię. Nie, nie śpię. Nie wydaje mi się. Naprawdę słyszę ten dialog! Ktoś tu z kimś rozmawia, nie ze mną. To pewne. Ale kto? Z kim?
Głosy dobiegały od kuchenki na której wrzał rosół, a wgłębi rozgrzanego piekarnika piekła się szarlotka. Podeszłam bliżej. No i wtedy zobaczyłam na własne oczy i na osobiste uszy usłyszałam:
- Już skończyłam. Zaraz powinna mnie stąd wyjąć.
Pochyliłam się, zajrzałam do piekarnikowego wnętrza. Rzeczywiście szarlotka była już gotowa. Ładnie się przyrumieniła, tak jak sama wspomniała – właśnie na lekko kawowy kolor. Wyginała się całą swoją krągłą osobą ku górze, jakby chciała wyskoczyć z foremki. Naprężyła się i wydusiła stękając:
- No co się tak patrzysz? Gotowa jestem, wyciągaj mnie stąd czym prędzej bo się przypalę!
Nie powiem – byłam w szoku, zamurowało mnie i język mi się w gębie zapodział, ale wyjąć ją wyjęłam, położyłam na kratce w celu pozostawienia jej do ochłonięcia – ostygnięcia po tym piekarnikowym seansie w solarium.
- I pamiętaj: jak ostygnę koniecznie przypudruj mnie cukrem pudrem. Nie lubię, jak się świecę.
Po tym poleceniu szarlotka przestała zwracać już na mnie uwagę. Ułożyła się wygodnie na okalającej ją blaszce i zalotnie zwróciła się do gotującego rosołu:
Proszę pana, proszę pana już jestem.
Uśmiechnęła się przy tym szeroko pokazując swoje jabłkowo – cynamonowe wnętrze.
Ja też już skończyłem. Wyłącz mnie dobra kobieto!
To chyba było do mnie? OK, wyłączam. Żeby nie było, że w randce przeszkadzam. Postawiłam garnek z rosołem obok stygnącej szarlotki i oddaliłam się na kanapkę, pozostawiając im przestrzeń intymną do dyspozycji.
Wiesz, ona mnie tu gotuje w każdą niedzielę, o tej samej porze – zagadał barytonem rosół.
Co za zbieg okoliczności! No doprawdy! Mnie też wtedy piecze - zaszczebiotała uradowana szarlotka.
Jak to możliwe, że się do tej pory nie spotkaliśmy? - zapytał rosół podkręcając wąsa z ugotowanego pora.
Ach, nie mam pojęcia – nie miała pojęcia szarlotka.
Lepiej późno niż wcale – stwierdził rosół i mrugnął do mnie porozumiewawczo rosołowym okiem.

A tak wyglądała szarlotka po przypudrowaniu szarlotkowego noska:

szarlotka

Przepis na Pannę Szarlotkę

Składniki:
- 3 jabłka renety,
- 300 g mąki pszennej,
- 100 g mąki kukurydzianej,
- 150 g masła,
- 150 g cukru pudru,
- 1 jajko,
- cukier waniliowy,
- cynamon,
- imbir.

Wykonanie:
Jabłka umyć, obrać, pokroić w kosteczkę i posypać cukrem waniliowym, cynamonem i imbirem.
Przygotować ciasto – zagnieść razem mąkę pszenną, kukurydzianą, jedno jajko, masło i cukier puder. Ciasto rozwałkować podsypując mąką, co by się do blatu nie przykleiło. Zostawić część ciasta na dekoracje „wierzchnie”, a rozwałkowaną w okrągły placek resztę wyłożyć dno wyłożonej papierem do pieczenia okrągłej blaszki. Na ciasto wyłożyć jabłka, a z pozostałą część ciasta rozwałkować i wykroić podłużne paski, które należy ułożyć na jabłkach tak jak kratkę. W okienka kratki włożyć wykrojone z ciasta listki.
Piec w piekarniku nagrzanym do 180°, aż się upiecze „na delikatną kawę”. ;)

poniedziałek, 09 listopada 2009, annielo

Komentarze
Gość: szkrabi, 195.116.157.*
2009/11/09 17:37:12
Ja już dawno stwierdziłam, że zamiast być perfekcyjną panią domu lepiej być perwersyjną ;)
-
Gość: madre, 77.255.220.14*
2009/11/11 09:40:09
Myślę, że do panny to raczej panicz by pasował... pan jakoś dwuznacznie mi się kojarzy...
-
2009/11/11 09:51:47
Eee tam. Panicz taki zadufany w sobie, to juz lepiej "kawaler". ;)
Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers Bookmark and Share Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl