Blog o matce Polce osiedlonej na włoskiej ziemi. O jej byciu mamą niedoskonałą, która oprócz niewątpliwej i stałej roli matki, jaka została jej odgórnie przypisana w życiowym przedstawieniu, próbuje wcielać się także w inne postacie: kobiety niezależnej, żony, kumpelki, artystki niewyżytej, działaczki społecznej, kucharki, pisarki, automobilistki, konsumentki i krawcowej. I kto wie kogo jeszcze...
Blog > Komentarze do wpisu

Zanim urodziłam dzieci byłam wzorcową mamą

Zanim urodziłam dzieci byłam wzorcową mamą. Gdy oglądałam z bezpiecznej odległości konsumenta supermarketu wrzeszczące ile sił w młodych płuckach dziecko (a siły owe młode płucka niewątpliwie posiadają, aż zanadto), a także rzucające się na supermarketową podłogę, czerwieniejące na twarzyczce niczym krasnal Hałabała z Domowego Przedszkola (pamiętacie go?) i jednocześnie zalewające się łzami rzęsistymi i inszymi wydzielinami ślinowymi to myślałam sobie z niezachwianą pewnością: „Moje dziecko na pewno by się tak nie zachowywało. Już ja bym się o to postarała!”. No i co? No i nie postarałam się. A właśnie, że tak się zachowuje. Tylko, że teraz role zostały odwrócone – już nie jestem na miejscu postronnego obserwatora – konsumenta supermarketu, teraz jestem w roli matki! Matki, której dziecię wrzeszczy jakby go żywcem naskórka pozbywali, produkuje litry słonej wody z kanalików łzowych i nic do niego nie dociera. Słowa matki, zmieniające temat nie docierają. Jakby ogłuchł. Zatyczki do uszu wetknął głęboko i szczelnie. Bowiem dziecię na relaksacyjnym w zamierzeniu niedzielnym spacerku po galerii handlowej,  gdy na dworze spacerować się nie da bo pada, mży i się skrapla w mgle za jednym zamachem, w alejkach z hojnym przeznaczeniem na same zabawki dla dziatek (a było ich aż cztery – alejki, nie dzieci)  zauważyło wystawiony tam na honorowym i bardzo dobrze widocznym miejscu, co to nie sposób przeoczyć, chyba, że się oczy rękami zasłoni – samochód elektryczny w kolorze czerwonym, miniaturkę Fiata 500. Z przeznaczeniem dla dzieciaczków rzecz jasna. Do zabawy. Obijania o ściany, rysowania błyszczącej od czerwonego lakieru karoserii i najeżdżania nim na Bogu ducha winnego młodszego brata. Koszt – 200 euro. Prawie jak oryginał. No dobrze, może nie prawie, ale dosyć blisko. W każdym bądź razie, orientując się już poprzez nabranie życiowego doświadczenia matki dwóch małych mężczyzn – niczym jasnowidz i wróżka z Dworca Głównego we Wrocławiu czy jakiegokolwiek innego (ale tę z wrocławskiego mam jak żywą przed oczami, więc jest mi bliższa duchowo) potrafię przewidzieć najbliższą przyszłość owego pojazdu mechanicznego w razie, gdybyśmy nawet go chłopcom kupili. Co oczywiście nie nastąpi. Bo niestety nie jesteśmy milionerami. A szkoda z drugiej strony. (Że nie nastąpi i że nie jesteśmy milionerami.)
A mianowicie: najpierw chłopcy by się o samochód pobili, podrapali i pogryźli. Więc logika nakazuje kupić od razu dwa – dla każdego po sztuce, co ocaliłoby im życie młodociane i uchroniło od przestępstw powodowanych instynktem na pewno nie stadnym, a przeciwnie. Instynktem posiadania tylko dla siebie. Dominowania i przewodzenia. OK, ot wyszłoby 400 euro w równym rachunku. Gdy już się pobiją, uchodząc jakimś cudem z życiem i małymi li i jedynie obrażeniami typu zadrapania i krewka z nosa, rozpocznie się jakżeż przyjemny moment użytkowania pojazdu. Przyjemny dla dzieci, nie matki. Bo matka, woli nawet nie widzieć jak miniaturowy Fiat 500 nówka przeradza się na jej oczach w złom. Nie za te pieniądze. O nie. Za trochę mniejsze to tak, nie będzie aż tak szkoda i żal. Następnym razem, jeśli tylko będę miała szybszy refleks od refleksu mojego trzylatka lub prawie dwulatka (co to prędkie są wyjątkowo w reakcji, będzie ciężko!) zasłonię im oczy dłońmi, zabawię  chwilowo w ciuciubabkę i przejdziemy alejki z zabawkami jak najszybciej się da. A szkoda, bo takie fajne zabawki teraz produkują. ;)


Fiat 500

środa, 18 listopada 2009, annielo
Tagi: mama

Komentarze
2009/11/18 15:51:26
Mniam, sama bym się przejechała...
-
2009/11/18 17:07:04
oj tak, rowniez wiele rzeczy sobie obiecywalam i wyobrazalm kiedy nie bylam jeszcze mama, a nawet kiedy bylam juz w ciazy.nie bedzie wchodzic na stol, do 21 roku zycia nie wezmie do ust czekoladki ani hamburgera i rozne takie rewelacje. coz.... pomarzyc dobrze bylo. teraz tylko moge pokiwac glowa z matczynym zrozumieniem ludziom ktorzy wyglaszaja takie dyrdymaly :-) odpowiadam krotko: poczekaj az bedziesz miec wlasne.
-
2009/11/18 17:17:46
A właśnie planowałam bardzo podobny wpis. Coraz dobitniej widzę, że moje dziecko jest właśnie takim rozpuszczonym bachorem, którego z całą pewnością miałam nie mieć. Grzeczne dziecko to chyba kolejna rzecz z gatunku "łatwo powiedzieć..."
A przy okazji, myślę że jest to również kwestia temperamentu dziecka. Z n kiektórymi łatwiej, z innymi trudniej.
-
2009/11/19 09:54:02
Święta słowa Annielo! Nigdy nie zapomnę historii mojej siostry, kóra była kiedyś na spacerze ze swoim synem i powiedziała te straszne niebezpieczne słowa, które na niektóre dzieci działają jak wyciągnięcie zawleczki z bomby - "Wracamy do domu". Efekt był natychmiastowy, pad, kopanie nogami na mokrej ziemi, wrzask itp. A było ostro, bo synek siostry miał pewne cechy autystyczne... Wiedziała, że jedynym sposobem, będzie zabranie tego wierzgającego dużego już chłopca pod pachę i odwót do domu, co też uczyniła. Byli daleko od domu, więc wezwała taksówkę do transportu szaleńca... Nagle podeszła do niej obca kobieta, pomogła jej wsadzić dziecko do taksówki i powiedziała do niej "rozumiem Panią..."
-
2009/11/19 13:55:31
No, no. Teoretykiem to być łatwo.
-
2009/11/23 19:50:07
Hehe, zgadzam się w stu procentach. Przed urodzeniem mamy matki idealistki. Po urodzeniu matki realistki, których założenia roztrzaskują się często w drobny mak w sytuacjach, w których miałyśmy sobie przecież tak modelowo radzić... :)
Lilypie Kids Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers Bookmark and Share Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl