|
Blog > Komentarze do wpisu
Zanim urodziłam dzieci byłam wzorcową mamąZanim urodziłam dzieci byłam wzorcową mamą. Gdy oglądałam z bezpiecznej odległości konsumenta supermarketu wrzeszczące ile sił w młodych płuckach dziecko (a siły owe młode płucka niewątpliwie posiadają, aż zanadto), a także rzucające się na supermarketową podłogę, czerwieniejące na twarzyczce niczym krasnal Hałabała z Domowego Przedszkola (pamiętacie go?) i jednocześnie zalewające się łzami rzęsistymi i inszymi wydzielinami ślinowymi to myślałam sobie z niezachwianą pewnością: „Moje dziecko na pewno by się tak nie zachowywało. Już ja bym się o to postarała!”. No i co? No i nie postarałam się. A właśnie, że tak się zachowuje. Tylko, że teraz role zostały odwrócone – już nie jestem na miejscu postronnego obserwatora – konsumenta supermarketu, teraz jestem w roli matki! Matki, której dziecię wrzeszczy jakby go żywcem naskórka pozbywali, produkuje litry słonej wody z kanalików łzowych i nic do niego nie dociera. Słowa matki, zmieniające temat nie docierają. Jakby ogłuchł. Zatyczki do uszu wetknął głęboko i szczelnie. Bowiem dziecię na relaksacyjnym w zamierzeniu niedzielnym spacerku po galerii handlowej, gdy na dworze spacerować się nie da bo pada, mży i się skrapla w mgle za jednym zamachem, w alejkach z hojnym przeznaczeniem na same zabawki dla dziatek (a było ich aż cztery – alejki, nie dzieci) zauważyło wystawiony tam na honorowym i bardzo dobrze widocznym miejscu, co to nie sposób przeoczyć, chyba, że się oczy rękami zasłoni – samochód elektryczny w kolorze czerwonym, miniaturkę Fiata 500. Z przeznaczeniem dla dzieciaczków rzecz jasna. Do zabawy. Obijania o ściany, rysowania błyszczącej od czerwonego lakieru karoserii i najeżdżania nim na Bogu ducha winnego młodszego brata. Koszt – 200 euro. Prawie jak oryginał. No dobrze, może nie prawie, ale dosyć blisko. W każdym bądź razie, orientując się już poprzez nabranie życiowego doświadczenia matki dwóch małych mężczyzn – niczym jasnowidz i wróżka z Dworca Głównego we Wrocławiu czy jakiegokolwiek innego (ale tę z wrocławskiego mam jak żywą przed oczami, więc jest mi bliższa duchowo) potrafię przewidzieć najbliższą przyszłość owego pojazdu mechanicznego w razie, gdybyśmy nawet go chłopcom kupili. Co oczywiście nie nastąpi. Bo niestety nie jesteśmy milionerami. A szkoda z drugiej strony. (Że nie nastąpi i że nie jesteśmy milionerami.)
środa, 18 listopada 2009, annielo
Tagi:
mama
Komentarze
magda.kunicka
2009/11/18 15:51:26
Mniam, sama bym się przejechała...
2009/11/18 17:07:04
oj tak, rowniez wiele rzeczy sobie obiecywalam i wyobrazalm kiedy nie bylam jeszcze mama, a nawet kiedy bylam juz w ciazy.nie bedzie wchodzic na stol, do 21 roku zycia nie wezmie do ust czekoladki ani hamburgera i rozne takie rewelacje. coz.... pomarzyc dobrze bylo. teraz tylko moge pokiwac glowa z matczynym zrozumieniem ludziom ktorzy wyglaszaja takie dyrdymaly :-) odpowiadam krotko: poczekaj az bedziesz miec wlasne.
2009/11/18 17:17:46
A właśnie planowałam bardzo podobny wpis. Coraz dobitniej widzę, że moje dziecko jest właśnie takim rozpuszczonym bachorem, którego z całą pewnością miałam nie mieć. Grzeczne dziecko to chyba kolejna rzecz z gatunku "łatwo powiedzieć..."
A przy okazji, myślę że jest to również kwestia temperamentu dziecka. Z n kiektórymi łatwiej, z innymi trudniej. 2009/11/19 09:54:02
Święta słowa Annielo! Nigdy nie zapomnę historii mojej siostry, kóra była kiedyś na spacerze ze swoim synem i powiedziała te straszne niebezpieczne słowa, które na niektóre dzieci działają jak wyciągnięcie zawleczki z bomby - "Wracamy do domu". Efekt był natychmiastowy, pad, kopanie nogami na mokrej ziemi, wrzask itp. A było ostro, bo synek siostry miał pewne cechy autystyczne... Wiedziała, że jedynym sposobem, będzie zabranie tego wierzgającego dużego już chłopca pod pachę i odwót do domu, co też uczyniła. Byli daleko od domu, więc wezwała taksówkę do transportu szaleńca... Nagle podeszła do niej obca kobieta, pomogła jej wsadzić dziecko do taksówki i powiedziała do niej "rozumiem Panią..."
2009/11/23 19:50:07
Hehe, zgadzam się w stu procentach. Przed urodzeniem mamy matki idealistki. Po urodzeniu matki realistki, których założenia roztrzaskują się często w drobny mak w sytuacjach, w których miałyśmy sobie przecież tak modelowo radzić... :)
|
|